Jestem wieloletnim użytkownikiem YouTube. Korzystam z tego serwisu właściwie codziennie, również w celach zawodowych. Choć opłacam subskrypcję Netflixa i Amazon Prime Video, to łapię się na tym, że i tak częściej zaglądam właśnie na YouTube. Po prostu znajduję tam najwięcej interesujących mnie treści. Problem w tym, że z tzw. darmowej wersji YouTube nie da się już praktycznie korzystać. Wszystko przez reklamy.
Reklamy to żyła złota dla YouTube’a i twórców treści. Doskonale rozumiem, że – w myśl prastarej zasady ekonomii – nie ma czegoś takiego jak darmowe obiady. Od dawna akceptuję fakt, iż chcąc obejrzeć jakiś materiał na YouTube „za darmo”, muszę zapłacić za to kontaktem z treścią reklamową. I to jest OK, nie ma z tym problemu. A raczej: nie miałem.
Być może jest to przypadek (he, he), ale od kilku miesięcy YouTube w planie bezpłatnym jest niemal nieużywalny. Reklam jest teraz tak dużo, że odbierają ochotę na oglądanie czegokolwiek. Bloki rozpoczynające i kończące film – to jeszcze rozumiem. Ale łącznie 4 bloki przerywające oglądanie filmu, który trwa zaledwie 19-20 minut, to już gruba przesada.
Polityka reklamowa YouTube’a ma jasny cel: zmusić użytkowników do płacenia. Platforma ma tutaj przewagę, ponieważ rzeczywiście znajdziemy na niej unikalny content, którego nie ma nigdzie indziej. Jeśli więc chcę komfortowo oglądać ulubionych twórców, to muszę płacić. Ile?
Stawka zaczyna się od 29,99 zł miesięcznie (plan indywidualny). Studenci otrzymują zniżkę do 18,99 zł. Plan rodzinny (do 5 osób w tym samym gospodarstwie domowym) to już 59,99 zł. Niedawno platforma wprowadziła też plan Lite za 17,99 zł miesięcznie, który jest dość mocno okrojony, natomiast pozwala oglądać większość materiałów bez reklam.
Jeszcze się nie złamałem i próbuję jakoś przywyknąć do zalewu reklam na platformie. Nie mam tego problemu na komputerze, gdzie odpalam YouTube w przeglądarce Brave z wbudowanym adblockiem. Niestety, na Smart TV nie jest to już takie proste.
Przykład YouTube’a dowodzi jednego: powoli żegnamy się z darmowym Internetem. Wartościowe, pożądane treści są i będą płatne, w takiej czy innej formie. A monopolistyczna pozycja Google wcale nie poprawia sytuacji użytkowników. Możemy sobie co najwyżej ponarzekać, bo w globalny bojkot usług hegemona nie wierzę.
Sprawdź naszych specjalistów w praktycznym działaniu. Zobacz co możemy zrobić dla Twojej firmy - przejrzyj ofertę lub skorzystaj z bezpłatnej konsultacji.