W wielu firmach materiały marki żyją w kilku miejscach naraz: logo jest w mailu sprzed roku, fonty są „u grafika”, prezentacja firmowa ma pięć wersji, a do social mediów ktoś wrzuca plik, który akurat znalazł. W efekcie marka wygląda niespójnie, praca nad projektami się wydłuża, a ludzie w zespole zaczynają tworzyć „na oko”, bo nie wiedzą, co jest aktualne. To nie jest problem estetyczny. To problem operacyjny, który przekłada się na koszty i tempo działań marketingowych.
Biblioteka materiałów marki (brand assets library) to sposób na to, żeby każdy w firmie i każdy podwykonawca miał dostęp do aktualnych, zatwierdzonych plików, w odpowiednim formacie i z jasną informacją, jak ich używać. Dobrze zorganizowana biblioteka przyspiesza projekty, chroni spójność i zmniejsza liczbę poprawek. A przy okazji ogranicza ryzyko wizerunkowe: mniej przypadkowych kolorów, mniej złych wersji logo, mniej „dziwnych” fontów, które pojawiają się znikąd.
Biblioteka brand assets to centralne repozytorium plików marki oraz zestaw zasad, które mówią, co jest oficjalne i jak tego używać. W praktyce biblioteka powinna obejmować nie tylko logo. Powinna obejmować wszystko, co realnie trafia do komunikacji: od plików źródłowych po gotowe szablony.
W sensownie zbudowanej bibliotece najczęściej znajdziesz:
Najważniejsze, żeby biblioteka była używalna. Jeśli jest zbyt rozbudowana i nikt nie wie, gdzie co leży, ludzie wrócą do wysyłania logo mailem.
Bałagan nie bierze się z lenistwa. Najczęściej bierze się z braku procesu. Projekty powstają w pośpiechu, grafiki robią różne osoby, a pliki żyją w prywatnych folderach. Po pół roku nikt nie pamięta, która wersja była zatwierdzona, bo nie ma jednego miejsca prawdy.
Typowe źródła chaosu to:
Najlepsza biblioteka brand assets rozwiązuje te problemy u źródła: organizuje i narzuca prosty rytm aktualizacji.
Wiele firm próbuje zbudować foldery tak, jak myśli grafik. To nie zawsze jest dobre, bo biblioteki korzystają też osoby z marketingu, sprzedaży i administracji. Dobra struktura to taka, którą rozumie ktoś, kto nie pracuje w Adobe i nie używa pojęć typu „pakiet źródłowy”.
Praktyczna struktura folderów, która często się sprawdza:
Ważne jest, żeby w folderach nie lądowały „losowe rzeczy”. Jeśli ktoś nie wie, gdzie wrzucić plik, to znaczy, że struktura wymaga doprecyzowania albo że trzeba dodać instrukcję.
Nazewnictwo plików to temat nudny do momentu, gdy zaczynasz szukać logo i widzisz: logo_final, logo_final2, logo_final_naprawde_final. To jest klasyk, ale w firmach dzieje się to codziennie. Dlatego warto ustalić prosty schemat nazewnictwa i wymagać go od wszystkich.
Dobry schemat pliku powinien zawierać: markę, typ pliku, wariant, tło/kolor i format. Przykładowo w logotypach:
W szablonach do social mediów:
Nie chodzi o to, żeby nazwy były długie. Chodzi o to, żeby były jednoznaczne. Gdy pracujesz w zespole, jednoznaczność wygrywa z „ładnym skrótem”.
Najczęstsza frustracja w firmach to sytuacja: ktoś potrzebuje logo do maila, a dostaje plik, którego nie potrafi otworzyć. Albo ktoś wysyła do drukarni PNG, bo „to przecież jest obrazek”. Dlatego biblioteka powinna zawierać dwa poziomy plików: gotowe do użycia i źródłowe.
W praktyce warto mieć:
Warto też jasno opisać, do czego służy dany format. Jedno zdanie w pliku README w folderze potrafi uratować wiele godzin tłumaczeń.
Nawet najlepsza struktura nie zadziała, jeśli nie będzie wiadomo, która wersja jest zatwierdzona. W praktyce biblioteka powinna mieć prostą zasadę: każda zmiana w kluczowych elementach (logo, kolory, fonty, szablony) ma ownera i datę zatwierdzenia. Nie musi to być skomplikowany system. Czasem wystarczy plik „ZMIANY” w folderze, gdzie zapisujesz: co zmieniono, kiedy i dlaczego.
Wersjonowanie jest kluczowe przy współpracy z podwykonawcami. Jeśli agencja robi kampanię, a freelancer przygotowuje druk, obie osoby muszą pracować na tych samych zasobach. Jeśli każdy ma „swoją wersję logo”, spójność marki przestaje istnieć.
Podwykonawcy są częścią ekosystemu marki. Jeśli nie mają dostępu do aktualnych zasobów, będą prosić o pliki, pracować na starych wersjach albo odtwarzać elementy „z obrazka”. To generuje błędy i poprawki. Najlepiej działa podejście: dajesz dostęp do biblioteki w sposób kontrolowany i jasno określasz, co wolno zmieniać, a czego nie.
Praktyczne zasady współpracy:
To porządkuje współpracę i sprawia, że pliki wracają do firmy w sposób, który da się później ponownie użyć.
Nie każda firma potrzebuje rozbudowanej księgi znaku na kilkadziesiąt stron. Często lepiej działa krótki, praktyczny dokument: podstawowe zasady logo, paleta kolorów, typografia, przykłady poprawnych i niepoprawnych zastosowań, oraz kilka wskazówek do materiałów reklamowych. To ma być pomoc, a nie podręcznik akademicki.
Najważniejsze jest, żeby brand book był spójny z tym, co jest w bibliotece. Jeśli w dokumencie są stare kolory, a w folderze nowe, ludzie będą używać tego, co „łatwiejsze”. Dlatego brand book powinien być aktualizowany razem z zasobami, a nie osobno.
Biblioteka brand assets to żywy system. Jeśli nikt jej nie pilnuje, po kilku miesiącach wrócisz do chaosu. Dlatego potrzebujesz właściciela. To nie musi być osoba z tytułem „brand manager”. Wystarczy, że jest ktoś, kto odpowiada za porządek, zatwierdzanie zmian i przegląd zasobów.
Praktyczne podejście do utrzymania:
To prosty rytm, który utrzymuje porządek bez tworzenia dodatkowej biurokracji.
Biblioteka brand assets rozwiązuje problem, który w firmach powraca jak bumerang: „daj logo”, „jakie są kolory”, „która prezentacja jest aktualna”. Gdy masz jedno miejsce prawdy, proste zasady nazewnictwa, zestaw formatów gotowych do użycia oraz proces zatwierdzania zmian, praca przyspiesza, a marka wygląda spójnie nawet wtedy, gdy materiały tworzą różne osoby. To inwestycja, która zwraca się codziennie, bo ogranicza poprawki, nerwy i straty czasu na szukanie plików.
Sprawdź naszych specjalistów w praktycznym działaniu. Zobacz co możemy zrobić dla Twojej firmy - przejrzyj ofertę lub skorzystaj z bezpłatnej konsultacji.