Fake-influencerzy: coraz poważniejszy problem dla marek

Data wpisu: 28.08.2019

Influencer marketing jest dziś jednym z najpopularniejszych narzędzi marketingu internetowego. Szczególnie chętnie korzystają z niego duże marki, które zdają sobie sprawę, że ich dotychczasowe strategie reklamowe wymijają się z oczekiwaniami nowej generacji konsumentów. Budowanie rozpoznawalności marki na plecach osobowości internetowej może przynieść wielkie korzyści, o ile mówimy o faktycznej gwieździe wirtualnego świata. Problem w tym, że na sile przybiera zjawisko fake-influencerów. O co chodzi? Wyjaśniamy to w naszym artykule.

Kim są fake-influencerzy?

Tym mianem określa się osoby, które kreują swoją rzekomą popularność w przestrzeni Internetu w oparciu o fałszywe dane. Jest to zjawisko dość powszechne, choć do tej pory korzystały z niego głównie… marki. To one jako pierwsze zaczęły kupować lajki na tzw. farmach i w ten sposób sztucznie budować zasięgi, by zwiększyć swoją atrakcyjność w oczach prawdziwych użytkowników.

Tym samym tropem poszli fake-influencerzy. Kupują oni fanów, by móc pochwalić się bardzo dużym zasięgiem kanału, bloga czy profilu na Instagramie przed potencjalnymi reklamodawcami. Taktyka jest bardzo skuteczna, ponieważ większość marek w ogóle nie weryfikuje tych danych. Wystarczy, że rzekomy influencer przedstawi statystyki odwiedzin i subskrypcji, aby z miejsca stać się bardzo atrakcyjnym partnerem do przeprowadzenia kampanii internetowej.

Marki wyrzucają pieniądze w błoto. Duże pieniądze

Zjawisku fake-influencingu przyjrzała się firma Cheq, działająca w branży cyberbezpieczeństwa. Przy wsparciu profesora Roberto Cavazosa, ekonomisty z Uniwersytetu w Baltimore, oszacowała ona, jak duże straty ponoszą marki w związku z powierzaniem swoich budżetów zwykłym oszustom. Mówimy tutaj o niebagatelnych kwotach.

Cały rynek influencer marketingu jest dziś wart około 8,5 miliarda dolarów. 15% tej kwoty trafia jednak do kieszeni fake-influencerów, co oznacza, że marki tracą na takiej współpracy 1,3 miliarda dolarów rocznie. Wydają pieniądze na kampanie, które nie przynoszą im oczekiwanych korzyści – ani wizerunkowych, ani sprzedażowych. Nie ma się czemu dziwić, skoro rzekomy influencer chwali się posiadaniem fanów, którzy de facto nie istnieją.

Warto wiedzieć

Z szacunków wspomnianej firmy wynika, że influencer mający zasięg około 10 milionów fanów, może zażądać nawet 250 tysięcy dolarów za jeden post sponsorowany.

Fake-influencing będzie coraz poważniejszym problemem, ponieważ stale przybywa nowych „gwiazd” Internetu, zwłaszcza na Instagramie. Część marek ślepo podąża w kierunku budowania zasięgów na czyjejś popularności, bez dokładnego weryfikowania, czy historia partnera nie została perfidnie zmyślona. Chodzenie na skróty zawsze jest ryzykowne – również w marketingu.

Autor wpisu: Soluma Interactive, Grzegorz Wiśniewski