Zagrajmy w ping-ponga! Wchodzisz do gry?

Data wpisu: 03.07.2018
Zdjęcie główne #1499 - Zagrajmy w ping-ponga! Wchodzisz do gry?

Ping-pong, nazywany też tenisem stołowym, to wcale nie taka stara gra. Wbrew powszechnej opinii nie wymyślili jej Azjaci, ale Anglicy, co miało miejsce w latach 80. XIX wieku. W ping-pongu chodzi o to, by piłeczka błyskawicznie wracała między stronami stołu, aż do pomyłki jednego z graczy. Pewnie zastanawiasz się, po co o tym wszystkim piszemy? Ponieważ my w ping-ponga gramy regularnie. Z klientami. Nie zachęcamy Cię jednak, abyś dołączył do gry, bo bywa bardzo męcząca dla obu stron.

Serwuje Soluma!

Serwis jest po naszej stronie. Powiedzmy, że rolę piłeczki pełni strona internetowa zamówiona przez klienta. Zaczynamy grę. Soluma serwuje z gracją, dbająco o dopieszczenie każdego ruchu, precyzyjnie wyznacza miejsce, w które piłeczka (strona) ma trafić. Jest! Udało się! Co praktyka, to praktyka. Mistrzowskie umiejętności nie biorą się z powietrza i wymagają wielu lat treningu.

Ale co się dzieje?! Klient odbiera serwis!

I robi to bardzo agresywnie. Z pasją uderza w piłeczkę, zupełnie jakby chciał rozbić ją na drobne kawałki. W jego oczach widać wściekłość, skupia się na tym, by wyrządzić jak największe straty po stronie Solumy. Nie zawsze gra czysto, nie sygnalizuje swoich zagrywek, najwyraźniej nastawił się na wojnę, a nie na sportową, zdrową rywalizację. To będzie długi mecz…

Nie, to nie jest absurd. To smutna rzeczywistość

Pora nareszcie wyjaśnić Ci, o co nam właściwie chodzi. Ping-pong to bardzo dobry punkt wyjścia do dyskusji, ponieważ często wspomina się o tym sporcie w kontekście bezsensownego przerzucania się argumentami. Wzajemne odbijanie piłeczki rzadko prowadzi do konsensusu, a my, podobnie jak wiele profesjonalnych agencji interaktywnych, wiemy o tym aż za dobrze.

Każdy klient, który decyduje się nawiązać z nami współpracę, zgadza się na pewne narzucone z góry warunki. Nie ma tutaj żadnej wielkiej filozofii. Jako prywatna firma mamy prawo ustalić konkretne zasady współpracy, dowolnie kształtować ceny i stworzyć model rozliczeń, jaki nam odpowiada. Nie akceptujesz tego? Nie musisz przecież zamawiać usługi w Soluma. Rynek kreatywny jest na tyle obszerny, że bez problemu znajdziesz wykonawcę o bardziej liberalnym podejściu do sprawy (czyli: desperata).

Problem zaczyna się wtedy, gdy klient niby wszystko akceptuje, ale później przypomina mu się, że on jednak wolałby zagrać na innych zasadach. A tych przecież nie wolno zmieniać w trakcie meczu.

Nie zapłacę. I co mi zrobicie?

W ping-ponga z klientami najczęściej gramy wtedy, gdy poruszana jest kwestia zapłaty. Jak już wielokrotnie wspominaliśmy na blogu, w Soluma obowiązuje zasada uiszczania opłaty z góry na podstawie faktury pro forma. Nie ukrywamy tej informacji, jest ona podana w cennikach, klient nie ma prawa być zaskoczony. No i się zaczyna.

Serwis, odbiór, piłeczka wraca na naszą stronę. No bo jak to tak, żeby kasę brać z góry? A jak mi się nie spodoba, to oddacie? A jak mnie oszukacie? A jaką ja mam pewność, że będzie ładnie i na czas? Szczerze: już nas trochę ta gra nudzi.

Za paletkę do ping-ponga trzeba też często chwycić w momencie, gdy klient wbrew zapisom umowy (którą sam zaakceptował) domaga się realizacji czegoś, co wykracza poza zakres naszych obowiązków i nie mieści się w pierwotnej ofercie. Wtedy gra jest naprawdę zażarta. Klient swoje, my swoje, klient krzyczy, my tłumaczymy, klient się odgraża, my dziękujemy za współpracę i tak dalej.

Choć opisujemy to w nieco humorystycznym i ironicznym tonie, to w rzeczywistości takie sprawy nie spływają po nas jak po kaczce. Nie lubimy konfliktowych sytuacji, wolimy skupić się na pracy, ale niektórzy klienci już tak mają, że ten ping-pong im w duszy gra.

Argumentami można się przerzucać. Ale fakty są niezmienne

To oczywiste i w pełni akceptowalne, że klient próbuje wywalczyć dla siebie korzystniejsze warunki. Naszym prawem jest jednak ich nie akceptować. Jeśli zostaniemy przy swoich zdaniach przed rozpoczęciem współpracy, to super. Gorzej, gdy klient po czasie jednak zmienia front.

Najbardziej męczący mecz ping-ponga następuje w momencie oddania projektu. Klient nagle sobie przypomina, że on jednak chciał inaczej, że to nie o to mu chodziło, że w sumie, to jego oferta jest inna i to logo czy ta strona do niej nie pasują. Dramat. A brief? No cóż, sportowcy też teoretycznie znają reguły i się na nie zgadzają, a później próbują różnych sztuczek wobec sędziego.

Czymś zupełnie innym jest natomiast mecz ping-ponga prowadzony zgodnie z przyjętymi przez obie strony zasadami. Klient może odbić piłeczkę i zgłosić, że stół jest brudny czy paletka wyszczerbiona – poprawimy to, ale w ramach limitu i w zakresie, na jaki się umówiliśmy. Jeśli jednak klient pod koniec meczu stwierdzi, że w sumie, to on jednak wolałby zagrać w krykieta i wysuwa absurdalne żądania, to… paletki nam opadają.

Autor wpisu: Soluma