Data wpisu: 16.06.2015

A tak się copywriterzy nawymyślali… Reklama leku zdjęta z anteny

Nie mają łatwego życia twórcy reklamy. Nie dość, że całymi dniami i nocami czają się na ich błędy członkowie Komisji Etyki Reklamy, to jeszcze od czasu do czasu na kark wskakują im inne ciała nadzorcze. Ostatnio nieciekawy los spotkał firmę Johnsons & Johnsons Poland, której Główny Inspektor Farmaceutyczny nakazał wycofanie emisji reklamy leku Sudafed. Dlaczego? Przeczytajcie.

Przeziębiona głowa nie jest chorobą

Sudafed to popularny lek wspomagający kurację w przeziębieniu i grypie. Jest dostępny bez recepty, można go więc swobodnie reklamować w mediach. Reklama Sudafedu jest już dość stara, bo mogliśmy ją obejrzeć od października ubiegłego roku. Ci, którzy jednak nie widzieli, mają teraz okazję (podkreślamy absolutny brak związków z tą firmą – to wpis z kategorii ciekawostek). Jest to reklama w wersji angielskojęzycznej, ale z identycznym przekazem (polska wersja zniknęła już z sieci): https://www.youtube.com/embed/eaOgWYXTkDY

Niby niewinna animacja, ale jednak można się w tej reklamówce dopatrzeć kilku smaczków. Reklama głosi, że Sudafed jest doskonałym lekiem na zatkany nos i zatoki oraz ociężałą głowę. Ta ostatnia ma tu kluczowe znaczenie, ponieważ hasłem przewodnim przekazu jest „Stan przeziębionej głowy”. Chodzi o wszelkie infekcje górnych dróg oddechowych oraz gorączkę.

Subiektywnie musimy przyznać, że slogan jest fajny – bijemy brawo copywriterom, choć w zasadzie po prostu przetłumaczyli angielskojęzyczny zwrot (o tym za chwilę). Niestety, w dobie wszechobecnej cenzury i chronienia odbiorców przed fałszywym przekazem nie można sobie dowolnie żonglować wymyślonymi jednostkami chorobowymi. „Stan przeziębionej głowy” chorobą nie jest, dlatego GIF wkroczył do akcji i skutecznie zawalczył z reklamą Sudafedu.

Chodzi głównie o zapis z Prawa Farmaceutycznego, z którego wynik jasno, że nie wolno reklamować produktów leczniczych zawierających informacje niezgodne z jego zatwierdzoną charakterystyką.

Dlaczego przeszło to w Wielkiej Brytanii?

Jeśli obejrzeliście brytyjską wersję spotu, to pewnie zwróciliście uwagę, że pada w nim określenie „headcold”. W języku angielskim „przeziębienie głowy” funkcjonuje na co dzień i nikt się do tego przyczepił. W Polsce jest jednak pod tym względem trochę straszno, trochę śmieszno.

Producent Sudafedu oczywiście wytłumaczył, że w spocie chodzi o metaforę. Niestety, przyszło nam żyć w czasach, gdy nawet bardzo czytelne słowotwórstwo może zostać uznane za zbyt skomplikowane dla przeciętnie inteligentnego człowieka. Pytani więc, czy decyzja GIF bardziej uderza w Johnsons & Johnsons czy w ogólny obraz naszego społeczeństwa? Mamy wrócić do topornej retoryki reklamowej? Chyba nie o to chodzi.

Z cynicznego punktu widzenia producent Sudafedu na całej sprawie i tak wygrywa. Reklama nie jest przecież na tyle dobra, aby rozpisywały się o niej media branżowe. Dzięki aferze z GIF przekaz ten trafił natomiast w strumień dyskusji, także na popularnych portalach „o wszystkim”. Darmowa reklama reklamy – marzenie, prawda?


Autor wpisu:
Grzegorz WiśniewskiSoluma Interactive

Sprawdź nas!

Sprawdź naszych specjalistów w praktycznym działaniu. Zobacz co możemy zrobić dla Twojej firmy - przejrzyj ofertę lub skorzystaj z bezpłatnej konsultacji.

Darmowa konsultacjaZobacz ofertę

Przewiń do góry