Data wpisu: 01.11.2018

Format wideo wyprze treść pisaną? Niektórzy by tak chcieli, ale to mało prawdopodobne

„Inwestuj w wideo – to się opłaca!”, „Wideo jest przyszłością reklamy internetowej!”, „Nie pisz bloga, bo tego nikt nie czyta – zacznij publikować filmy na YouTube!” To tylko kilka mądrości, na jakie można trafić przeglądając różnego rodzaju portale i blogi poświęcone marketingowi online. Choć faktem jest, że format wideo zrobił w ostatnich latach gigantyczną karierę w sieci, to twierdzenie, że bezapelacyjnie wygrywa z treścią pisaną pod względem angażowania użytkowników jest co najmniej nadużyciem. Skąd ten wniosek? Już wszystko wyjaśniamy.

Wideo irytuje – i to jest fakt!

Chyba każdemu użytkownikowi Internetu zdarzyło się choć raz wejść na stronę, na której został zaimplementowany automatyczny player wideo. Jest to narzędzie, którego zadaniem jest odtworzenie reklamy tak, aby odbiorca musiał zwrócić na nią uwagę. Wykorzystuje się do tego prosty mechanizm. Na YouTube takie reklamy są wyświetlane przed właściwym filmikiem i można je pominąć dopiero po 5 sekundach. To jeszcze nie wywołuje aż takiej irytacji.

Gorzej, gdy reklama pojawia się znienacka i trzeba się nieźle nagimnastykować, by móc ją wyłączyć. Z tym problemem od dawna spotykamy się na portalach informacyjnych i tematycznych. Klikamy sobie w nagłówek interesującego nas artykułu, zaczynamy czytać, aż tu nagle – ni z gruszki, ni z pietruszki – wyskakuje duży ekran z filmem reklamowym. Jeśli ktoś ma akurat na uszach słuchawki, może się nieźle przestraszyć gwałtownym dźwiękiem.

Niektóre portale posunęły się nawet do tego, że ewidentnie ukrywają takie playery. Wchodząc na stronę od razu jesteśmy atakowani dźwiękiem reklamy, ale jej zlokalizowanie zajmie trochę czasu. Jest to wyjątkowo denerwujące i zniechęca do dalszej obecności na stronie.

Po co wydawcy to robią? To oczywiste: for money, że zacytujemy klasyka. Takie podejście ma jednak krótkie nogi i prędzej czy później prowadzi do spadku zainteresowania portalem, który zmusza użytkowników do oglądania niechcianej treści.

Warto natomiast zadać sobie pytanie, co na ten temat sądzą reklamodawcy? Czy akceptują fakt, że ich treści bardziej irytują niż ciekawią użytkowników? Najwyraźniej tak. Wynika to jednak nie z błędnej interpretacji rzeczywistości, ale opierania się na statystykach, do których – co dziś już wiemy – należy mieć bardzo ograniczone zaufanie.

Skąd ten szał na wideo?

Głównym „winowajcą” jest Facebook, który od dawna mocno promuje format wideo na portalu, zachęcając do jego tworzenia i publikacji zarówno zwykłych użytkowników, jak i właścicieli profili firmowych oraz oczywiście samych reklamodawców. Facebook używa w tym celu mocnego argumentu: dzieli się statystykami, które rzekomo świadczą o ogromnym zainteresowaniu filmikami. I tutaj się zaczyna…

W dużym skrócie. Facebook już w 2016 roku został oskarżony o celowe zawyżanie statystyk czasu, jaki użytkownicy mieli poświęcać na zapoznawanie się z treściami wideo. Było to ewidentne wprowadzanie reklamodawców w błąd. Portal się do tego przyznał, ale orzekł, że było to wynikiem błędu w skrypcie, a nie celowego działania. Pytanie zatem, dlaczego władze Facebooka zareagowały na to dopiero, gdy sprawa się wydała?

Przeczytaj szczegółowy opis całej tej sytuacji.

Skoro Facebook oszukiwał reklamodawców i zawyżał statystyki będące dla wielu firm fundamentem budowania strategii marketingowej w oparciu o wideo, to czy naprawdę mamy wierzyć, że wszyscy użytkownicy Internetu kochają takie treści, a czytanie sprawia im fizyczny ból? To oczywista nieprawda. Ślepa wiara w ten fałszywy obraz jest powodem, dla którego zarówno reklamodawcy, jak i wydawcy portali, tracą zainteresowanie odbiorców.

Treść pisana wciąż jest i będzie potrzebna

Największą przewagą tekstów (również artykułów sponsorowanych) nad wideo jest to, że treść pisana budzi zaufanie. Wideo, pomimo znacznego rozwoju tego kontentu, nadal jest kojarzone głównie z głupimi filmikami dla nastolatków. A przecież naprawdę niewiele firm upatruje w nich swoją grupę docelową.

Wyraźnie widać, że portale, które rzuciły wszystkie siły na wideo, popełniły błąd. Pozwalniały wartościowych redaktorów, by zainwestować w rozbudowę działu filmowego, ale to nie przekłada się na wzrost zainteresowania użytkowników. Fajnie jest móc sobie obejrzeć krótki filmik, ale ci internauci, którzy znajdują się w najbardziej wartościowych grupach docelowych, mają nieco wyższe wymagania. Szukają dobrych tekstów, szczegółowych analiz, oddzielają niską rozrywkę od pozyskiwania informacji i inspiracji zakupowych.

Nie zapominajmy również o tym, że wideo znacząco obciąża strony internetowe, przez co działają one wolno – to duży problem z punktu widzenia zwłaszcza użytkowników urządzeń mobilnych, którzy nie akceptują sytuacji, gdy witryna ładuje się w nieskończoność, wysysając limit danych komórkowych do cna.

Podsumowując: gloryfikowanie wideo i wmawianie wszystkim dookoła, że to jedyny słuszny format kontentu internetowego, jest zupełnie nieuzasadnione. Nie można sprowadzać przeciętnego użytkownika sieci do pozycji bezmyślnego stworzenia, które jedyne, czego potrzebuje do szczęścia, to ładne obrazki przewijające się przed jego oczami. Jest wprost przeciwnie.

Naturalną reakcją rozumnych internautów na zalew tandety jest poszukiwanie wartościowego kontentu online, przede wszystkim pisanego. Ten nie tylko nie zginie, ale także będzie coraz lepszym towarzystwem dla treści reklamowych.


Autor wpisu:
Grzegorz WiśniewskiSoluma Interactive

Sprawdź nas!

Sprawdź naszych specjalistów w praktycznym działaniu. Zobacz co możemy zrobić dla Twojej firmy - przejrzyj ofertę lub skorzystaj z bezpłatnej konsultacji.

Darmowa konsultacjaZobacz ofertę

Przewiń do góry