Internet bez reklam? Dlaczego (na razie) nic z tego nie wyjdzie?

Data wpisu: 18.01.2015

Sprawa budzi już tak duże emocje, że w końcu postanowiliśmy przyjrzeć się jej bliżej. Tytułowy Internet bez reklam wydaje się być mrzonką, ale Google zapowiedziało niedawno, że pracuje nad wprowadzeniem funkcji abonamentu, którego opłacanie ma nas uwolnić od większości reklam pojawiających się na stronach www. Właśnie – większości. To pierwszy kruczek, znaleźliśmy też inne. Warto poczytać.

Internet reklamą stoi

W Internecie obowiązuje bardzo prosta zasada, znana już z radia i telewizji – chcesz mieć darmowy dostęp do wybranych treści, musisz zaakceptować obecność przy nich reklam. W sieci nie jest to jeszcze aż tak drażniące, co jednak nie zmienia faktu, że coraz większą popularnością cieszą się serwisy oferujące płatny dostęp do swoich zasobów w zamian za uwolnienie użytkownika od denerwujących bannerów, reklam flash itp.

Google niedawno ogłosiło, że pójdzie o krok dalej. Gigant jest praktycznie monopolistą na rynku reklamy internetowej, może więc bez żadnych przeszkód dyktować nowe warunki i sięgać po dowolne pomysły. Jednym z tych, który odbił się na świecie największym echem, jest program Contributor.

Jak ma działać Contributor?

To w praktyce abonament, który każdy z użytkowników Internetu miałby opłacać absolutnie dobrowolnie (czy to się nie wyklucza?). Wysokość opłaty wstępnie ustalono na 1, 2 lub 3 dolary (tu również mamy mieć wolną rękę). Podejście do samej opłaty zostało przez Google ściągnięte od Wikipedii, bo oficjalnie mamy mieć wrażenie, że pieniądze te nie trafiają do monopolisty, ale do twórców stron (głosi tak samo hasło programu Contributor) – czyli w naszym próżnym mniemaniu bawimy się w filantropów. W praktyce jednak do autorów stron trafi jedynie ułamek opłaty, reszta pomoże budować „lepszy świat Internetu” według Google.

Contributor, choć w założeniu jego idea może się podobać, ma istotne wady. Największą z nich jest fakt, że Google gwarantuje blokowanie jedynie reklam dostarczanych w ramach pakietu AdSense (czyli tych kontrolowanych i sprzedawanych przez wyszukiwarkę). Są to głównie reklamy kontekstowe i tekstowe, rzadziej filmy promocyjne czy bannery.

Contributor nie uwolni od wszystkich reklam

W sytuacji, gdy internauta zdecyduje się opłacić abonament Contributor, Google uwolni przeglądane przez niego strony od emitowanych przez siebie reklam, ale – to dość istotne – dotyczyć to będzie tylko tych stron, które dołączą do Contributora (pozostałe, nieobjęte działaniem programu, nadal będą opatrzone reklamami). To kolejny słaby punkt idei, ponieważ Google nie jest w stanie zagwarantować swoim klientom, że po opłaceniu abonamentu na pewno nie natkną się na reklamy na swoich ulubionych stronach.

Oficjalnie wiemy, że internautę opłacającego abonament zamiast tradycyjnych reklam kontekstowych, witać będą okienka zawierające podziękowanie za wspieranie rozwoju sieci (czytaj: Google). Osoba wnosząca opłatę ma także zostać wypisana z listy adresów śledzonych w celach reklamowych.

Aktualnie trwają dość zaawansowane testy Contributora, które są prowadzone w Stanach Zjednoczonych. Nie ma na razie żadnej możliwości, aby przystąpić do programu i opłacić abonament, ponieważ Google ogłosiło system kolejkowy. Trzeba swoje odczekać, a na koniec i tak otrzymać jeszcze specjalne zaproszenie. Mało zachęcające.

Internet bez reklam dzięki prostym wtyczkom

Nie znamy oczywiście wszystkich szczegółów dotyczących pomysłu Google, ale dotychczasowa wiedza każe nam myśleć, że przynajmniej w naszym kraju instytucja abonamentu nie będzie przyjęta z otwartymi ramionami. Powód jest jeden i nazywa się AdBlock.

Polscy internauci są w ścisłej światowej czołówce pod względem używania programów blokujących wyskakujące reklamy na stronach www, głównie właśnie AdBlock. Ta wtyczka zdobyła sobie nad Wisłą potężną popularność, podobnie zresztą jak na całej planecie. Statystyki pokazują, że AdBlock na całym świecie został pobrany do tej pory ponad 310 milionów razy!

Korzystanie z wtyczki skutecznie chroni internautę przed zmasowanym atakiem reklam kontekstowych, bannerów i irytujących flashy. Wydawać by się zatem mogło, że uwzględniając rosnącą liczbę pobrań AdBlock, klasyczną reklamę internetową czeka podzielenie losu dinozaurów. Spokojnie, nie będzie aż tak źle, ale tematowi przyjrzymy się bliżej w osobnym wpisie. Teraz stawiamy tu wielokropek...

Na koniec podsumowanie naszej opinii o pomyśle Google. To nic odkrywczego i wydaje nam się, że Contributor ma być raczej formą testowania przychylności internautów do docelowego płacenia za dostęp do sieci. Nie oszukujmy się, Internet będzie zmierzał w kierunku opłat za przeglądanie treści, w końcu każdy biznes opiera się na prawdzie, że „nie ma czegoś takiego, jak darmowe obiady”. Pogódźmy się zatem z tą drobną porcją reklam, bo naprawdę może być – i pewnie będzie – gorzej.

Autor wpisu: Soluma Interactive, Grzegorz Wiśniewski