Data wpisu: 16.02.2021

Podatek od reklamy. Znamy i analizujemy pełne założenia

W ostatnich dniach mnóstwo emocji budzi nowy pomysł rządu na podreperowanie pustej kasy. Mowa oczywiście o podatku od reklam, dla niepoznaki nazywanym formalnie składką na „Narodowy Fundusz Zdrowia, Narodowy Fundusz Ochrony Zabytków oraz utworzenie Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów”. Jak zwykle w przypadku tak gorącej dyskusji umykają nam podstawowe fakty, czyli założenia projektu ustawy mającej wprowadzić nową daninę.

I choć ten podatek nie uderzy bezpośrednio w takie agencje, jak Soluma Interactive, to mocno namiesza w bilansach naszych partnerów, wśród których znajdują się największe portale internetowe czy media tradycyjne. Dlatego postanowiliśmy szczegółowo przeanalizować projekt ustawy i wyjaśnić, kto właściwie zapłaci podatek od reklamy oraz w jakiej wysokości.

Kogo obejmie podatek od reklamy?

Zgodnie z założeniami projektu ustawy podatek z tytułu reklamy konwencjonalnej będzie opłacany dopiero po osiągnieciu pewnego progu przychodów w danym roku kalendarzowym. Zostały tutaj ustalone dwa progi przychodów*:

  1. 1 000 000 złotych – z tytułu nadawania reklamy w telewizji i radiu, wyświetlania reklamy w kinie oraz umieszczania reklamy na nośniku zewnętrznym reklamy (reklama outdoorowa).
  2. 15 000 000 złotych – z tytułu zamieszczania reklamy w prasie.

*Osobne progi ustalono dla reklamy internetowej, do czego za chwilę wrócimy.

Nie ma natomiast jednej stawki podatkowej. Rząd zaproponował rozgraniczenie wysokości daniny ze względu na rodzaj medium, w którym publikowane są reklamy. Najmocniej po kieszeni dostaną wydawcy telewizyjni, radiowi, kinowi oraz operatorzy sieci reklamy zewnętrznej. Tutaj będą obowiązywać dwie stawki podatku (z wyjątkiem reklamy towarów kwalifikowanych – czyli leków, suplementów diety, wyrobów medycznych oraz słodkich napojów):

  • 7,5% podstawy obliczenia składki – jeśli podstawa ta nie przekracza 50 000 000 złotych.
  • 10% od nadwyżki podstawy obliczenia składki powyżej progu 50 000 000 złotych.

Czyli: jeśli np. stacja telewizyjna w danym roku osiągnie przychód z tytułu emisji reklamy towarów niekwalifikowanych w wysokości 40 000 000 złotych, to zapłaci 3 000 000 złotych dodatkowego podatku. Jeśli jednak sprzedaż wyniesie 100 000 000 złotych, to zapłaci 3 750 000 złotych + dodatkowo 5 000 000 złotych z tytułu nadwyżki.

Dużo wyższe stawki obowiązują w przypadku reklamy towarów kwalifikowanych. Tutaj nadawcy z tej grupy zapłacą odpowiednio:

  • 10% podstawy obliczenia składki – w części nieprzekraczającej 50 000 000 złotych.
  • 15% od nadwyżki podstawy obliczenia składki powyżej progu 50 000 000 złotych.

Jeśli więc nadawca radiowy w ciągu całego roku sprzedał czas antenowy o wartości 50 000 000 złotych producentowi suplementu diety na hemoroidy, to zapłaci z tego tytułu 5 000 000 złotych podatku od reklamy. Jeśli jednak wartość czasu antenowego wyniosła 60 000 000 złotych, wówczas będzie to 5 000 000 złotych + 1 500 000 złotych.

Podatek od reklamy w prasie

Z wydawcami prasy autorzy rządowego projektu ustawy obeszli się nieco delikatniej. Tutaj stawki przyszłego podatku są wyraźnie niższe i wynoszą odpowiednio (reklama towarów niekwalifikowanych):

  • 2% podstawy obliczenia składki – jeśli podstawa nie przekracza kwoty 30 000 000 złotych.
  • 6%  nadwyżki podstawy obliczenia składki powyżej progu 30 000 000 złotych.

Jeśli natomiast chodzi o reklamę towarów kwalifikowanych, to również obowiązują dwie stawki:

  • 4% podstawy obliczenia składki – jeśli podstawa nie przekracza kwoty 30 000 000 złotych.
  • 12% od nadwyżki podstawy obliczenia składki powyżej progu 30 000 000 złotych.

Zamieszanie z reklamą internetową

Powyższe zasady naliczania podatku wydają się być całkiem klarowne. Niestety, autorzy projektu wysilili się na sporą kreatywność, gdy chodzi o daninę płaconą przez wydawców internetowych. Możemy się tylko domyślać, że zawiłość przepisów wynika z chęci uchronienia przed płaceniem podatku najmniejszych wydawców, a przerzucenia całości obciążeń na właścicieli największych portali.

Na początek warto podkreślić, kto będzie płatnikiem podatku od reklamy internetowej. Zgodnie z projektem ma to być usługodawca, którzy świadczy na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej reklamę internetową, ale tylko jeśli zostaną spełnione dwa warunki:

  1. Przychody usługodawcy bądź skonsolidowane przychody grupy podmiotów, do której należy usługodawca, bez względu na miejsce ich osiągnięcia, przekroczyły w roku obrotowym równowartość 750 000 000 euro.
  2. Przychody usługodawcy bądź skonsolidowane przychody grupy podmiotów, do której należy usługodawca, z tytułu świadczenia na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej reklamy internetowej, przekroczyły w roku obrotowym równowartość 5 000 000 euro.

Trudno nie odnieść tutaj wrażenia, że podatek jest wymierzony głównie w zagraniczne koncerny medialne, jak np. RASP, wydawcę m.in. Onetu. Polscy wydawcy, którzy posiadają np. kilka portali internetowych prowadzonych w naszym kraju, tego podatku nie zapłacą, ponieważ nie są w stanie osiągnąć tak wysokich przychodów – i już na tej podstawie widać, że reakcja części mediów była mocno przesadzona.

Na co mają zostać przeznaczone wpływy z podatku od reklamy?

Zgodnie z założeniami projektu ustawy środki zebrane w ramach nowej daniny zostaną podzielone na dwa segmenty. Pierwszym z nich jest Fundusz Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów, na który ma trafić 35% wpływów.

Pozostałe 65% ma zasilić kasę Narodowego Funduszu Zdrowia, ale na razie nie wiadomo, co fundusz z tymi pieniędzmi zrobi.

Dodajmy również, że rząd zakłada, iż wprowadzenie nowego podatku od reklamy już w 2022 roku zapewni wpływy do budżetu państwa na poziomie około 800 000 000 złotych.


Autor wpisu:
Grzegorz WiśniewskiSoluma Interactive

Sprawdź nas!

Sprawdź naszych specjalistów w praktycznym działaniu. Zobacz co możemy zrobić dla Twojej firmy - przejrzyj ofertę lub skorzystaj z bezpłatnej konsultacji.

Darmowa konsultacjaZobacz ofertę

Przewiń do góry