Strona internetowa o tematyce erotycznej – przeczytaj, dlaczego nie realizujemy takich zleceń

Data wpisu: 18.07.2017

Według niedawnego badania ponad 8 milionów polskich internautów przynajmniej raz w miesiącu odwiedza strony o tematyce erotycznej i pornograficznej. Co ciekawe różnice między kobietami i mężczyznami nie są tak duże, jak mogłoby się wydawać (aż 29% wizytujących takie serwisy stanowią panie). Wydawać by się mogło, że uruchomienie strony z erotyką jest w tej sytuacji idealnym pomysłem biznesowym. My jednak uważamy inaczej, dlatego nie realizujemy tego typu zleceń, choć otrzymujemy sporo zapytań. Poznaj nasze motywacje.

Kwestie moralne

Podkreślmy ważną kwestię: nie jesteśmy pruderyjni, „kościółkowi”, nie chodzimy na marsze obrońców moralności, nie udzielamy się w ruchach przeciwko pornografii itd. Po prostu pracujemy tak, aby móc wybierać zlecenia, które chcemy realizować. Stron i materiałów reklamowych związanych z erotyką nie chcemy i na szczęście nie musimy. Każdej agencji życzymy takiego luksusu.

Nie projektujemy stron o wątpliwej moralnie zawartości dlatego, że nas to nie bawi. Teoretycznie – robota jak każda inna. Jednak kierujemy się także zasadą, że treści publikowane w sieci powinny prezentować wysoką jakość i wartość merytoryczną. Serwisy erotyczne czy pornograficzne, naszym zdaniem, temu przeczą. Są to strony obliczone wyłącznie na zarabianie pieniędzy, karmiące się tym, że ludzie mają potrzebę realizowania swoich pierwotnych instynktów w wirtualnej rzeczywistości, bez kontroli, w atmosferze poczucia anonimowości. Nas to nie bawi i nie chcemy przykładać do tego ręki.

Kwestie wizerunkowe

Niedawno odbyliśmy w zespole rozmowę na temat tego, czy w skrajnej sytuacji (absolutny brak zleceń) podjęlibyśmy się realizacji strony z erotyką. Dyskusja była burzliwa i wywołana tym, że w krótkim okresie dostaliśmy sporo tego typu zapytań. Zgodnie doszliśmy do wniosku, że to nie jest ten kierunek. Dlaczego?

Ponieważ jako agencja dbamy o swoją markę. Publicznie prezentujemy portfolio zrealizowanych stron, cieszymy się dobrą opinią klientów i nie chcemy być kojarzeni z tym, że w akcie desperacji łapiemy wszystko, co się trafi.

Jak by to wyglądało, że z jednej strony projektujemy strony i materiały reklamowe dla dużych korporacji, kancelarii prawnych etc, a z drugiej nie mamy problemu z pracą na rzecz dystrybutorów treści erotycznych i pornograficznych? Wizerunkowy strzał w kolano. Nie możemy sobie na to pozwolić i nie chcemy tego robić.

Problem uzależnienia od pornografii w sieci

Do uzależnienia od pornografii w Internecie przyznaje się 10% badanych użytkowników sieci. Podkreślmy słowo przyznaje, bo przecież skala może być (i pewnie jest) znacznie większa. Tym bardziej nie chcemy przykładać ręki do czegoś, co niszczy ludziom życie, szczególnie młodym, nawet dzieciom. W naszym zespole są rodzice, którzy twardo deklarują, że nie po pracy przy takim „projekcie” nie mogliby tak po prostu usiąść z rodziną do kolacji.

Nie sensu udawać, że pornografia czy erotyka w sieci nie istnieje. Istnieje i ma się świetnie – według danych Google związane z tym wyszukiwania stanowią ponad 20% i generują kilkadziesiąt milionów zapytań dziennie! Nie zmienia to jednak faktu, że nie chcemy iść na łatwiznę. To są szybkie pieniądze, które kuszą, ale są rzeczy ważniejsze. Przynajmniej dla nas.

Autor wpisu: Soluma Interactive, Grzegorz Wiśniewski