Farma trolli: nowa „specjalizacja” w branży marketingu online

Data wpisu: 05.12.2019

Być może obiło Ci się o uszy sformułowanie „farma trolli”. Jest to dość interesująca i, jak się okazuje, bardzo potrzebna forma działalności. Polega ona na profesjonalnym świadczeniu usługi hejtowania w sieci. Kto z tego korzysta? Przede wszystkim politycy, ale też przedsiębiorstwa, które chcą w ten sposób zdyskredytować konkurencję. Dowiedz się więcej o farmach trolli i przekonaj się, jak właściwie działają.

Kto oferuje takie usługi?

Farma trolli to obecnie wyspecjalizowana działalność prowadzona najczęściej przez małe agencje reklamowe. Takie, którym nie za bardzo wyszło w uczciwym biznesie, ale zdążyły na tyle dobrze poznać środowisko Internetu, że bez problemu odnajdują się w roli hejterów. Czasami usługi trollowania konkurencji czy przeciwników politycznych świadczą freelancerzy, jednak wyraźnie widać, że ta działalność się profesjonalizuje i systematyzuje.

Założenie farmy trolli jest niestety bardzo opłacalne, ponieważ w tej „branży” nie ma jeszcze zbyt dużej konkurencji. Rośnie natomiast popyt na tego typu usługi. Firmy, partie polityczne, różnego rodzaju organizacje chcą zlecić trollowanie profesjonalistom, dostać normalną fakturę VAT (oczywiście z pozycją „usługi marketingowe”) oraz raport z podjętych działań i ich skuteczności.

Warto wiedzieć

Oficjalnie żadna agencja nie przyznaje się do takiej działalności – najczęściej usługa trollowania jest ukrywana pod hasłami: „buzz marketing” i „marketing opinii”.

Jak działa taka farma?

Schemat jest bardzo prosty. Firma X zgłasza się do farmy trolli, daje jej zlecenie na szkalowanie wizerunku konkurencji czy pracownika (tak, takie przypadki też się zdarzają), ustala cenę i machina wizerunkowego zniszczenia rusza na dobre. Stawki za tego typu usługi wahają się od 2 do kilkunastu złotych za jeden trollerski post, w zależności od skali trudności oraz obszerności obraźliwego wpisu.

Farmy trolli bazują na setkach, a często nawet tysiącach fałszywych kont założonych na portalach społecznościowych, forach internetowych oraz portalach tematycznych, w tym należących do wydawców prasy. Dzięki temu, że są to konta zweryfikowane, „użytkownicy” mogą publikować właściwie cokolwiek. Oczywiście część paszkwili wyłapuje administracja i je usuwa, ale jest to tylko kropla w morzu hejtu.

Skuteczność trollingu jest wprost uzależniona od tego, jak bardzo wiarygodnie brzmi opublikowany wpis. Właśnie dlatego wspomnieliśmy o profesjonalizacji tej specyficznej działalności. Zawodowi trolle potrafią naprawdę zgrabnie kogoś obrazić czy podważyć jego wiarygodność, bez narażania się na konsekwencje ze strony administratora. Piszą poprawną polszczyzną, bywają elokwentni, nie używają wulgaryzmów, ale urządzają sobie wycieczki osobiste czy zdradzają jakieś szczegóły z życia prywatnego atakowanej osoby lub dzielą się tajemnicami handlowymi szkalowanej firmy. Skąd mają te informacje? Najczęściej od zleceniodawców.

Dla porządku dodajmy, że farmy trolli to nadal margines branży marketingowej. Nie znamy żadnej agencji, która przyznałaby się (nawet w prywatnej rozmowie) do świadczenia tego typu usług. Nie trzeba być jednak wybitnym śledczym, aby przekonać się, że farmy istnieją i pracują pełną parą – wystarczy zajrzeć na pierwsze-lepsze forum.

Autor wpisu: Soluma Interactive, Grzegorz Wiśniewski